środa, 3 czerwca 2015

VII: There's only one voice that comes to your defence

Dobra, kolejny, obstawiam że tak samo beznadziejny jak dwa poprzednie... te wszystkie zabiegi  nudności są wbrew pozorom potrzebne, więc no... z drugiej strony mogłoby być lepiej... chyba przydałby mi się polski... cóż, wybaczcie mi masło maślane, wiem że to jest okropne, nudne jak flaki z olejem i tak dalej... kiedyś to ogarnę...

a pewne osoby to by chciały cały czas żeby się coś działo i akcja non-stop... tak OSOBO, do ciebie się zwracam

Song: "It's Probably Me" ~ Sting

Uwielbiała Uczty Króla.
Odbywały się zawsze ostatniego dnia w roku, wtedy wszyscy dworzanie i ich służba jedli wspólnie, bez podziałów na klasy społeczne. To był czas, kiedy giermek mógł pożartować z rycerzem, a kucharka zamienić słowo z księciem.
Cieszyła się, że mimo złego stanu zdrowia Dariona VII, Jake zdecydował się zorganizować Ucztę, nie chcąc nikogo zawieść. Jedynym, co ją smuciło było to, że lady Camille odmówiła udziału w biesiadzie. Postanowiła zostać z mężem i jak co dzień nieco naiwnie liczyć na jego przebudzenie.
Po tym, co się stało podczas jednej z bitew, król zapadł w sen, lecz nie umarł. Oddychał, wyglądał jakby po prostu spał. Niestety ciągnęło się to już wiele tygodni. Uzdrowiciele utrzymywali go przy życiu, odżywiając starego Lequenilla swymi miksturami, jednak nie potrafili wyrwać go z letargu.
Część Marlończyków chciała już koronacji Jake'a, jednak książę się na to nie zgodził i uznał, iż poczeka, aż ojciec się przebudzi lub umrze. Do tego czasu postanowił pełnić obowiązki władcy, nie przyjąwszy tytułu króla.
Spojrzała na zegar słoneczny na dziedzińcu – zostało zaledwie pół godziny. Przyjrzała się ostatni raz sukni, którą miała założyć i zaczęła ją ubierać.
Uwielbiała ją. Była prezentem od Jake'a na jej trzydzieste czwarte urodziny. Prosta, bez zbędnych falbanek czy ozdób, nie za długa, bez rękawów.
Kiedy już była gotowa, udała się do sali tronowej, która specjalnie z okazji dzisiejszego „święta” została pięknie przystrojona, pojawił się też długi stół, ustawiony pod ścianą po lewej stronie.
Mieszczanie wyznaczeni przez Jake'a już przyszykowali talerze i sztućce, podano także część potraw, nie wymagających odpowiedniej temperatury.
Na podwyższeniu, w miejscu, gdzie stał tron, teraz ustawiła się grupa mająca zapewnić muzykę. Na harfie grał Rick, jej kolega z czasów dzieciństwa; pozostałych mężczyzn nie znała.
Przeszła obok rzędu krzeseł, aż wreszcie odnalazła kartkę ze swoim nazwiskiem. Zajęła wyznaczone miejsce i rozejrzała się ponownie po sali. Przy stole siedziało kilkanaście osób, pozostali stopniowo napływali do sali. Po chwili obok niej pojawiła się Genevieve – również służąca, raczej mało rozmowna, skryta osoba. Zerknęła na kartkę po swojej drugiej stronie i od razu się rozpogodziła. Zdecydowanie odpowiadało jej siedzenie koło Jaya, z pewnością znajdą chwilę, by porozmawiać, tak dawno nie mieli ku temu okazji.
- Cześć. - usłyszała przy uchu, podskakując zaskoczona. Odwróciła się do właściciela dobrze jej znanego głosu i szturchnęła go po koleżeńsku.
- Przestraszyłeś mnie. - mruknęła, udając obrażoną.
- Jakże mi przykro. - odparł bez cienia poczucia winy. Usiadł na swoim krześle i przeleciał wzrokiem po daniach. - Zapowiada się jeszcze lepsza wyżerka niż rok temu. Ta sałatka wygląda smakowicie. - zatarł ręce. - Niech wszyscy już przyjdą, nie chcę czekać ani chwili dłużej.
Już po paru minutach w sali widziała wszystkich, których spodziewała się zobaczyć.
- Chyba już możemy. - stwierdziła, patrząc na wypełnione pomieszczenie.
- Nie, jeszcze brat. - odparł Jake, w dalszym ciągu lustrujący potrawy.
- On też przyjdzie? - zdziwiło ją to, nie myślała, że zechce się pojawić.
- Jest. - uśmiechnął się pod nosem, widząc Shane'a przechodzącego bokiem, nie zwracającego niczyjej uwagi.
Pojawił się po drugiej stronie stołu, usiadł naprzeciwko księcia. Spojrzał przelotnie bo zgromadzonych, jakby specjalnie omijając Katherine. Nie zraziło jej to, aczkolwiek wydało się dziwne.
Mieszczanie pojawili się z tacami i ustawili je przed oczekującymi gośćmi. Po sali od razu rozniosły się zapachy mięs, warzyw i innych oryginalnych potraw. Wszyscy natychmiast zabrali się za jedzenie, które znikało w błyskawicznym tempie. Jedyną osobą, która nie tknęła niczego, był Shane, którego porcję natychmiast przejął Bryan, potężny mężczyzna, jeden ze strażników więzienia.
Lequenill siedział, wbijając wzrok w sufit, ani trochę nie interesując się rozmowami toczącymi się obok.

***

Uczta trwała w najlepsze, choć ona nie mogła w pełni wczuć się w ten klimat. Co prawda tańczyła już wielokrotnie, raz nawet udało jej się natrafić na Jake'a, z czego była bardzo zadowolona.
Mimo to cały czas zerkała na Niego. Wydawał się taki zagubiony, jakby nie miał pojęcia, co się dzieje; patrzył albo na pusty talerz, albo na brata. Nie dziwiło ją to, że nie bawił się z innymi, raczej nie należał do rozrywkowych osób, jednak teraz wydawał się kompletnie wyłączony z życia. Fizycznie siedział z nimi, lecz jego myśli z pewnością wędrowały zupełnie gdzieś indziej.
Nagle ich spojrzenia się spotkały. Patrzyli na siebie zaledwie kilka sekund, ale jej wydawało się, jakby to trwało wieczność. Wcześniej tego nie widziała, ale w jego oczach dało się odczytać emocje, których nie potrafił okazać. W tym momencie po raz pierwszy zobaczyła w nim zwykłego człowieka, takiego jak wszyscy, a nie Potwora, za którego go uważano. Nieco przestraszoną osobę, którą przerasta nowe, inne życie.
Gdy delikatnie się do niego uśmiechnęła, spuścił wzrok; natychmiast spochmurniała.
Postanowiła zignorować tą sytuację i włączyła się do rozmowy, którą Jake prowadził z paroma osobami.
- A teraz... – konwersacje przerwał jeden z muzyków – Nasz ostatni utwór, zatem prosimy wszystkich do tańca! Damy zamykają oczy, panowie wybierają partnerki i zapraszamy na środek sali!
Wypełniła polecenie i czekała chwilę, aż poczuła ciepłą dłoń na ramieniu. Wstała i dała się prowadzić przez tajemniczego mężczyznę. Przystanęli, gdy rozległy się pierwsze dźwięki instrumentów. Katherine otworzyła oczy i popatrzyła zdumiona na swojego partnera.
- Nie spodziewałaś się, co? - spytał, kładąc dłoń na jej biodrze. - Przykro mi, że zawiodłem twoje oczekiwania.
- Tak, oczywiście, chyba się na ciebie obrażę. - zaśmiała się, jednak Jego twarz nadal była pozbawiona emocji. Jej mina też zrzedła. - Miło, że jednak postanowiłeś dołączyć do zabawy. - powiedziała. - Ale zapewne nie robisz tego dla przyjemności.
- Jesteś spostrzegawcza – stwierdził. - Można powiedzieć, że Jake mnie zmusił, a wolę spędzać czas z kimś kto się mnie nie boi.
- Rozumiem.
- Mhm. - mruknął. - Wybacz, nie chcę ci psuć uczty. Nie powinienem, dzisiejszy dzień jest dla ciebie ważny, pewnie chciałabyś tańczyć z kimś innym, wybacz, że cię wykorzystuję.
Piosenka się skończyła; Shane złapał kobietę za dłoń i pocałował delikatnie.
- Nie wykorzystujesz mnie, Shane. Przyjaciele sobie pomagają. - oznajmiła, nim odszedł.
- Nie mam przyjaciół, Kathy.

***

Po oficjalnym skończeniu uczty przyszedł czas na bardziej prywatną część. Najbliższe grono księcia siedziało razem przy stole i rozmawiało o sprawach, jakich wolało nie poruszać przy wszystkich. Wkradły się liczne plotki, obmowy, ale rozlewający się alkohol tłumił jakiekolwiek zahamowania.
Katherine zaczęła powoli odczuwać skutki wypicia dużej ilości wina i nawet nie zauważyła, kiedy jej głowa opadła na ramię Jake'a. On się tym specjalnie nie przejął.
- Już nie dajesz rady, kochana? - Hannah, córka lorda Randalla wyszczerzyła się do niej.
- Oj tam. - uśmiechnęła się kobieta. - Coś tam jeszcze wypiję.
Sięgnęła po kolejny kieliszek.
- Nie radziłbym. - usłyszała szept przy uchu. Spojrzała na bruneta z wyższością.
- To nie pij, ja jeszcze nie skończyłam. - wypiła całą zawartość za jednym razem.
Mężczyzna popatrzył na nią smutno, ale alkohol uniemożliwił jej zobaczenie jego emocji.
Tak wyglądała dalsza część biesiady – śmiechy i trunki. Już niewiele czasu pozostało do wschodu słońca, jednak nikt nie miał zamiaru przerywać. Tak dawno nie mieli okazji ochłonąć przez ciągłe bitwy i komplikacje związane ze stanem Dariona. Teraz wszystko zniknęło, problemy wyparowały.
Ból głowy stał się coraz mocniej odczuwalny. Odstawiła trzymany kieliszek wina i przetarła zmęczone oczy. Wystarczy.
Shane, widząc to, popatrzył na nią znacząco, po czym wyciągnął z trzęsących się rąk brata butelkę, zakorkował ją i odstawił poza zasięgiem Jake'a.
- Ej! - burknął książę, chwiejnie wstając i niemal natychmiast opadając z powrotem na krzesło. - Dawaj to.
- Przesadziliście, lepiej zabierajcie się do łóżek. - orzekł.
- Jay, powiedz mu coś. - mruknęła Chloe, obejmując młodszego Lequenilla. - Chyba nie chcesz, żeby popsuł twój dzień. - zniżyła głos do szeptu i powiedziała mu prosto do ucha. - On jest nikim. Nie ma prawa ci rozkazywać.
- Tak. - stwierdził Jake, kiwając się lekko. - Ona ma rację, jesteś nikim. Nie powinienem cię tu wpuszczać, ani na ucztę, ani nawet do zamku. Nie jesteś moim bratem, on zginął trzydzieści lat temu.
Przez salę rozniósł się pomruk wyrażający aprobatę pozostałych na słowa księcia.
- Wynoś się stąd i nie wracaj, nie potrzebuję cię, za to bardzo mi teraz przeszkadzasz. - kontynuował, mówiąc coraz głośniej - I po co tu właściwie przyszedłeś? Z nikim nie rozmawiasz, siedzisz tylko jakby naburmuszony i gapisz się nie wiadomo na co. A wiesz, czemu z nikim nie rozmawiasz? Bo nie masz z kim. Nie masz tu nikogo. Jesteś sam, kompletnie. Idź stąd, i tak nikt cię tu nie chce.
Brunet popatrzył na niego uważnie, dostrzegła w jego oczach żal.
- Jeśli tak ci na tym zależy. - wtrąciła Katherine, odzyskując jasność myślenia. - Ja też już pójdę, nie mam zamiaru siedzieć z takim idiotą jak ty. On nic ci nie zrobił, usiłował pomóc, bo sytuacja wymknęła ci się spod kontroli. Jesteś żałosny.
Jake patrzył na nią kompletnie zbity z tropu, a jego brat uśmiechnął się krótko, bez emocji i wyszedł nie odzywając się.
Mimo, że znalazła się na korytarzu chwilę po nim, nie spotkała go tam. Poszła do jego pokoju i tam też go zastała.
- Jake nie wiedział, co mówi, nie przejmuj się. - odezwała się, gdy zerknął na nią pytająco.
- Ma rację. Nie mam tu żadnych przyjaciół, ani właściwie nikogo. Matka i brat to nie ci sami ludzie, których znałem, ja też jestem zupełnie innym człowiekiem niż kiedyś.
- Nadal im na tobie zależy, to przez wino, Jay zawsze papla po nim głupoty. - sama nie wiedziała, czemu próbuje usprawiedliwić okropne zachowanie księcia.
- Wszystko co powiedział było prawdą, doskonale zdajesz sobie z tego sprawę.
- Tak. - mruknęła smutno. - Dlaczego nie piłeś? - zadała pytanie, które nagle wpadło jej do głowy.
- Nie lubię. - odpowiedział zdawkowo.
- I tyle?
- Ktoś musiał pilnować, żebyście nie nabroili.
Uśmiechnęła się mimowolnie. Nawet jeśli nie zrobił tego umyślnie, rozbawił ją. Zauważyła, że często śmiała się z jego właściwie zwyczajnych uwag.
- Dziękuję, że odważyłeś się to przerwać. - szepnęła, kładąc rękę na jego ramieniu i spojrzała mu w oczy. - Jestem pewna, że mimo tego, jak cię potraktowali, niebawem skończą tą błazenadę. Jake z pewnością zrozumie swój błąd i odwoła tamte słowa.
- Możliwe. - uznał, odsuwając się od niej. - Lepiej idź się połóż, pamiętaj, że jutro mamy porozmawiać. Chciałbym, żebyś dała mi kilka rad w sprawie mojej matki. Nadal nie wiem, o czym z nią rozmawiać
- Jasne... - ziewnęła.
- Już, spać. - popchnął ją lekko ku drzwiom. - Może dam ci parę godzin więcej rano. - ponownie uśmiechnął się beznamiętnie.
- Dzięki. - rozpromieniła się.
Już miała wychodzić, gdy przypomniała sobie to, co powiedział na początku ich rozmowy.
- Masz przyjaciela, Shane. Ja nim jestem.

5 komentarzy:

  1. Hyhyhyhy :) Jak siedzisz w domu, to chociaż rób coś pożytecznego. Np to co jest na górze jest bardzo pożyteczne. ;p
    ten rozdział do ciebie nie pasuje… Znaczy do tw stylu pisania. Ale! Jest inny niż wszystkie i to jest fajne. / TA OSOBA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... to co jest na górze... zgłupiałam czy naprawdę nie ogarniam? no nieważne. mój styl pisania jest... rozległy? nie, to za dużo powiedziane. może "nieukierunkowany". a rozdział taki dziki też jest potrzebny. to co na końcu na przykład. BĘDZIE SIĘ DZIAŁO ale najpierw trza zdobyć zaufanie, zebrać ekipę (która swoją drogą SOON się powiększy -> spoiler XD) a potem *S*E*C*R*E*T*. także ten... NO.

      Usuń
    2. że masło i flaki z olejem ("to co na górze")? co autor (tego komentarza) miał na myśli? :P

      Usuń
  2. czy ktoś się włamał na tego bloga ? :D
    na serio taki rozdział jakby nie Twój :P albo może bardziej -> skupiający się na czymś trochę innym niż reszta :P

    OdpowiedzUsuń
  3. skąd wiesz jak człowiek się czuje po winie? ;) (konspirator) ha ha, ha ha :D

    OdpowiedzUsuń