czwartek, 18 czerwca 2015

X: It's still not that easy for me

Nie wiem jakim cudem to dzisiaj napisałam, ale jest. Nie jest nudno? Nie jest przewidywalnie? Nie jest... jakoś niefajnie? No nie wiem, w sumie mało to wszystko oceniacie. Jakoś tak się bardziej uaktywnijcie bo i morale spadają i ochota na pisanie... 


Lecieli już długo.
Wbrew temu, jak powinien się teraz czuć, było mu dobrze. Przebywanie na wysokości, na grzbiecie smoka, stało się kolejną cudowną przygodą, pełną adrenaliny. Czuł się wolny, nawet pomimo ramienia Forreda, obejmującego go mocno w pasie.
- Pięknie. - szepnął chłopiec, widząc pod sobą błękitną taflę jeziora, w której odbijały się promienie słońca.
- Prawda? - odezwał się Runarr. Jego głos nie był żmijowaty, tak jak w zamku. Wydawał się... miły.
Shane zamilkł, nagle czując się bardzo nieswojo. 
- Nie bój się mnie. - rzekł uśmiechnięty Forred. - Podziwiam cię, nie każdy byłby w stanie tak odważnie wystąpić przeciwko mnie. Nie uważaj mnie za złego, nie jestem taki. Tak naprawdę to zaczynam żałować tego, że cię porwałem, ale to wola mego ojca. Jeśli chcę w przyszłości odziedziczyć tron, muszę być mu posłuszny.
- Dlaczego jesteś dla mnie dobry? - odważył się zapytać.
- Nie jestem – odparł mężczyzna. - Jestem naturalny. Zarówno przed poddanymi jak i wrogami muszę udawać twardego człowieka. Ty tego ode mnie nie wymagasz, więc nie muszę taki być. To, co robię, a to, co myślę, to zupełnie inne rzeczy. Lubię dzieci, szczególnie te odważne.
- Masz dzieci? - chłopiec całkowicie się rozluźnił. Nie obawiał się już rozmawiać z mężczyzną.
- Moja córka jest w twoim wieku. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnicie.

- Lordzie Summer...
- Żaden ze mnie lord – uciął starzec.
- W porządku. W takim razie: Garricku. - nie zraził się ostrym tonem mężczyzny - Mam rozumieć, że odpowiada Ci mój plan i przyłączycie się do nas?
- Będziemy po waszej stronie, ale nie oczekuj od nas walki zbrojnej. Nasza pomoc będzie należała do ostateczności, ale wyślemy do was prostaczków z Przystani, o ile ich wyposażycie. Powiedzmy, tysiąc ludzi.
- W porządku. - zgodził się natychmiast. - A co sądzisz o tym, kto powinien objąć całkowite dowództwo?
- Znasz moje zdanie na ten temat.
- Jesteś pewien? Sam nie chciałeś mu początkowo ufać
- Wiesz, że jego sytuacja nie jest prosta. Zapewne nie masz pojęcia co się z nim działo przez ten cały czas. Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, ile wycierpiał.
- Mógłbyś mi o tym opowiedzieć? - natychmiast się zainteresował. Tak bardzo pragnął wiedzieć, co się działo z jego bratem, bratem, którego mimo wszystko kochał i za którym tęsknił. Wyczuł szansę poznania prawdy i nie zamierzał jej zmarnować.
- Na początku zapewnili mu fałszywe poczucie bezpieczeństwa, przez pierwszy rok traktowali go jak księcia Runarrii. Potem rozpoczęło się to, co planowali od początku. Wybrali go dlatego, że potrzebowali królewskiej, tak zwanej „dobrej” krwi. Marlończycy są dość długowiecznym ludem, poza tym jesteście skłóceni z Runarrami, więc co do pochodzenia delikwenta wybór był raczej oczywisty. Na początku Forred schwytał ciebie i powinien zabrać cię od razu, lecz coś kazało mu poczekać. Pojawił się twój brat, wydał mu się o wiele bardziej przydatny i wykorzystał okazję.
Jake doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Gdyby nie był tchórzem, porywacz zabrałby jego, dokonałoby się przeznaczenie i to Shane – nieustraszony, uwielbiany przez lud książę zasiadłby na tronie.
Sprawy przybrały zupełnie inny obrót i pierwszym w linii sukcesji został bojaźliwy chłopczyk, przerażony perspektywą odpowiedzialności. Ludzie przez długi czas nie potrafili tego zaakceptować, na Jake'u wymuszono samodzielność, skierowano go na szkolenie z rycerzami. Radził sobie znacznie gorzej od brata, wszyscy tak mówili, gdy myśleli, że nie słyszy. Udało mu się wyrosnąć na prawdziwego księcia, zyskał po latach szacunek, ale głęboko w środku nadal był lękliwym dzieckiem.
- Nie wiem co dokładnie się z nim działo, ale jestem pewny, że wychowali go na drapieżnika. Sam widzisz, że w niektórych sytuacjach ciężko zauważyć w nim człowieka, to nie jego wina. Słyszałem tylko plotki, ale jeśli im wierzyć... - pierwszy raz się zawahał. - Nie chcę o tym mówić, to tylko pogłoski, zapewne nieprawdziwe.
- Wiesz, czemu on wcale nie sypia? - postanowił nie drążyć tematu i zdecydował się go odrobinę zmienić. - Albo czemu nic nie je?
- Cóż, Jägare ma... - kolejny wyraz niepewności – specyficzny konflikt osobowości. W każdym momencie Bestia może przejąć nad nim kontrolę. Wtedy zmienia się w kogoś zupełnie innego, mającego niewiele wspólnego z ludźmi. Dlatego cały czas pozostaje czujny i praktycznie nie można go zaskoczyć. Gdyby chciał zasnąć, tak po prostu, w zamku, obudziłby Potwora i zapewne by oszalał. Zakończyłby wiele istnień albo po prostu śniłby koszmary. Wyjątkowo okropne i realistyczne. Nie śpi, ponieważ jest w stanie nie spać. I, jak mniemam, każdej nocy znika na parę godzin w lesie? - Jake przytaknął. - Tam nikomu nie zrobi krzywdy i dopiero wtedy pozwala Bestii zaspokoić jej instynkty. Gdyby tego nie robił, dosłownie rozszarpałaby go od środka. Kiedy To już się wyszumi, prościej mu nad Tym zapanować. - Garrick zamilkł, oczekując na kolejne pytania ze strony Marlończyka.
- Czy on potrafi czytać w myślach? Widziałem też, jak rozmawia ze zwierzętami.
- Tego akurat nauczył się ode mnie. Po śmierci swego ojca zajął się nim Forred i wysyłał go do różnych ludów, gdzie odbywał specjalne szkolenia. Uczyłem go, choć nie wierzyłem, że uda mu się opanować umiejętność charakterystyczną tylko dla Strażników, którą mają we krwi. Nie doceniłem go. Jest jedyną osobą na naszym kontynencie, która to potrafi i nie pochodzi z Wysp. W dodatku robi to lepiej niż wielu moich pobratymców. Aczkolwiek mnie nie oszuka. Dlatego sprawdzałem jakie ma intencje. Można założyć bariery w umyśle tak, by nikt niepowołany się do niego nie dostał, albo zmienić swoje myśli, wspomnienia. Ale pod wpływem dotyku jest to niemożliwe. Nie musisz się go obawiać, nie ma zamiaru nikomu wyrządzać krzywdy, jednak nie jest to równoznaczne z tym, że tego nie zrobi. W pewnych sytuacjach bardzo ciężko mu nad tym zapanować.
- W takim razie jak to możliwe, że nic nie czuje?
- Element tresury. Tak, tresowali go. - powiedział, widząc minę Jake'a, na której zdziwienie mieszało się z przerażeniem. - W różny sposób, tak, by osiągnąć jak najlepszy, czyli najgorszy, efekt. Kiedy jeszcze był mały, wysyłali go na noc do lasu. Domyślam się, że wiesz o złej sławie tamtejszych borów. Stworzenia je zamieszkujące są przerażające. Raz, kiedy akurat przebywałem w Runarii...

Wschód słońca. Idealna pora, by wstać. Wyjrzał za okno na ogromne połacie ziemi, niczym nie porośnięte. Tworzyły dziwny kontrast z gąszczem drzew niedaleko, po lewej stronie. Chyba nikt nie wie, jakie okropne istoty się tam kryją.
Jego uwagę zwrócił ruch w tamtej okolicy. Ujrzał chłopca, który wyskoczył nagle z zarośli. Miał może kilkanaście lat i z pewnością nie był Runarrem. Szedł szybkim krokiem ku zamkowi. Garrick wyostrzył wzrok i udało mu się wychwycić więcej szczegółów. Dziecko było przerażone, całe jego ręce pokrywała częściowo zaschnięta krew, a z płaszcza zostały strzępy. Z twierdzy, w której Summer przebywał wyszło kilku mężczyzn, wśród nich ich król. Biła od niego wściekłość. 
Wyostrzył słuch i uchylił okiennice. 
- Co ty wyrabiasz?! - wrzasnął władca. Chwycił chłopca za ramię i uderzył otwartą dłonią w twarz tak, że ten upadł. - Miałeś wrócić dopiero za dwie godziny, myślisz, że ci pozwolę zrobić to wcześniej?! No, słucham?!!
Mały podniósł się z klęczek. Twarz przybrała wyraz zdeterminowania, zacisnął pięści.
- Ojcze! - usłyszał inny głos i książę Forred pojawił się obok tamtych. - Widzisz, że jest wystraszony. Shany – zwrócił się do dziecka spokojnym tonem. - Skąd ta krew?
- Jakieś duże, włochate... tam było i ono... - dyszał, ciężko było mu poskładać wypowiedź. - Rzuciło się, ja...
- Co zrobiłeś?
- Miałem ten sztylet od ciebie. Zraniłem go, ale on nadal... Jego pazury były takie ostre... Boli... - złapał się za bok, z którego także sączyła się czerwonawa ciecz.
Garrick zastanawiał się, jak taki maluch może się jeszcze utrzymać na nogach. Włamując się do umysłu jednego z obecnych na dole rycerzy dowiedział się o księciu Lequenillu. 
- Mów dalej! - wydarł się król.
- Poczekaj. - zaprotestował Forred. Wziął Shane'a na ręce i ruszył do zamku. Jego ojciec chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie odpuścił i powlókł się za nimi, klnąc pod nosem. - Zaraz nam opowiesz do końca, najpierw cię opatrzą. Jeszcze tylko jedno: zabiłeś to co cię napadło?
- Tak. - odparł słabo.
- Dzielny z ciebie młodzieniaszek. - uśmiechnął się pogodnie Runarr. - Wy – spojrzał na rycerzy. - znajdźcie To i spróbujcie przenieść do zamku. Trzeba zobaczyć, co to za stwór.

- To znaczy, że Forred był dla niego dobry?
- Z tego co się orientuję, na początku tak. Próbował wzbudzić jego zaufanie, potem jednak zlecał coraz gorsze okropieństwa. Słyszałem, że każdego miesiąca przez trzy lata zamykali go na kilka dni w ciemnym pomieszczeniu, bez jedzenia, bez niczego. - Jake wzdrygnął się na te słowa. - Kazali mu też walczyć z ich wojownikami, dorosłymi, potężnymi osiłkami. Nie tolerowali słabości, nie znali litości. Męczyli go, strasznie.  Kompletnie zmienili jego psychikę, niewielu przetrwałoby kilka dni, on miał tak przez lata. Zahartowali go, wyzbyli z bólu, by był bronią idealną. Uczuć musieli się pozbyć za sprawą jakiejś magii, nie jestem pewien, czego dokładnie użyli.
Marlończyk myślał intensywnie. Jego umysł przetwarzał każdą usłyszaną informację, układał ją w spójną całość z pozostałymi i tak oto stworzył nowy koszmar, który zapewne będzie go męczył do końca życia. Zapewne.
- Czy można mu jakoś pomóc? - kiedy już wypowiedział pytanie, wydało mu się strasznie dziecinne i naiwne.
- Jest niewielka szansa na poprawę jego stanu. Nie przywrócisz mu całkowitego człowieczeństwa, ale być może udałoby się... coś. To nie jest dobry temat do rozmowy. Nie lubię spekulacji.
- A jego tatuaż?
- Kumuluje wszelki ból, fizyczny, czy psychiczny. Jägare nawet nie zauważa tych dolegliwości, dla niego po prostu nie istnieją. To jest okrutny przywilej. Chcieli mieć pewność, że nic nie wpłynie na niego niekorzystne, więc zabezpieczyli się w taki właśnie sposób.
- Mam jeszcze jedno pytanie.
- Słucham?
- Shane jest przewrażliwiony, o ile to w ogóle możliwe, na punkcie pewnej rzeczy.
- Nigdy nie poruszaj sprawy naszyjnika. - Summer jakby domyślił się tego, co chciał powiedzieć Jake. Rozejrzał się po pustym dziedzińcu i szybko oddalił, znikając w drzwiach zamku.

- Do czego jestem potrzebny twojemu ojcu?
- Nie wiem. - mruknął książę Runarrii, a jego twarz spochmurniała. - Ale nie chcę cię okłamywać. To nie będzie przyjemne. Liczę, że uda mi się uzgodnić z nim jak najlepsze warunki twojego przetrzymywania. Bądź dobrej myśli.
- Dobrze. Dziękuję. - chłopiec wrócił do podziwiania widoków.
Nie zauważył podejrzanego uśmiechu, który wpełzł na twarz Forreda. 

1 komentarz: