czwartek, 2 lipca 2015

XII: I'm feeling better ever since you know me

Uwaga, uwaga! Zaraz się posypią teksty pokroju "to nie w twoim stylu.." bla bla bla. A skąd wiecie, czy nie? Mi się to podoba :D Jest.. fajne. 
Także ten: przedstawiam pierwszą poważniejszą dawkę węglowodanów. 


- Gdzie ona jest? - pytał z wściekłością w oczach po raz kolejny. Również tym razem nie doczekał się odpowiedzi. Trudno było mu się opanować, Bestia co chwilę próbowała przejąć władzę. - Nie mogła tak po prostu zniknąć, miała dzisiaj rano coś dla mnie zrobić, mamy południe i jej nigdzie nie ma. Musiało się coś stać.
- Jägare, możesz ją znaleźć. - odezwał się Gale, patrząc na Marlończyka uważnie. - Czasami udaje ci się To kontrolować. W ten sposób na pewno uda się ją odszukać.
- To zły pomysł. - stwierdził natychmiast Marc. - Jeszcze mu odbije i wszystkich nas pozabija.
- Synu, uspokój się. - chłodny głos Garricka Summera ostudził chłopaka, który skinął posłusznie głową i już nic nie powiedział. - Nie wiem, czy to jest warte ryzyka. Może się okazać, że po prostu zapomniała, albo pilnie musiała gdzieś jechać.
- Wtedy zostawiłaby wiadomość, gdzie się wybiera. - powiedział Jake, nie mogący przestać chodzić w tę i z powrotem ze zdenerwowania. - Musiało się coś wydarzyć, wieczorem, kiedy ja już wróciłem.
- Nie powinieneś jej zostawiać samej. - wtrącił Shane, patrząc groźnie na brata. - W lesie coś mogło być. Jeśli ją porwało i...
- Poczekaj. - przerwał Garrick, z zadowolonym wyrazem twarzy. - Wiem, jak ją znaleźć.
Wszyscy spojrzeli na niego pytająco, a on nie przestawał się uśmiechać.
- Daj mi medalion, Jägare.
- Nie. - odrzekł od razu mężczyzna, przykładając zaciśniętą pięść do naszyjnika. - Z pewnością nie w ten sposób. Znajdziemy inny.
- Nie ma innego. - odparł Summer, wzruszając ramionami. - Daj mi go lub powierz komuś, komu najbardziej ufasz.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że ufam tylko jednej osobie na tyle, by jej go przekazać.
- Luny tu nie ma.
- Więc nikt go nie dostanie. Znajdę ją bez Tego.
- Wiesz, że ci się nie uda. Musisz się wspomóc Tym, a tak nie będzie zagrożenia.
- Poradzę sobie.
- Przestań oszukiwać sam siebie! - wrzasnął starzec, patrząc głęboko w oczy księciu.
Tracimy tylko czas na bezsensowne kłótnie, a to jej nie służy, być może w tym właśnie momencie dziewczyna umiera. I ty nie możesz jej uratować, bo próbujesz udowodnić coś, co jest nieprawdziwe. Przejrzyj na oczy! To bolesny dar, ale jednak dar. Wykorzystaj go i uratuj tę kobietę, wiem, że sobie poradzisz.
Shane gwałtownym ruchem zerwał łańcuszek z szyi. Spojrzał znacząco na Wyspiarza. Ten od razu zrozumiał.
- Poproście do nas lady Camille. - rzekł do strażników. - Jak najszybciej.

***

Nie miała pojęcia jak udało mu się przemknąć niezauważonym, natomiast faktem było to, że zawlókł ją do lasu, związaną, zakneblowaną, przerażoną. Nie mogła zrobić nic, tylko czekać na to, co się stanie.
Jaskiniowiec posadził ją przy drzewie i wyciągnął mały, zakrzywiony nóż. Kobieta zadrżała, gdy zbliżył się z nim do niej.
- Nie bój się. Teraz jeszcze nic ci nie zrobię. Ale jeśli dasz mi powód... Twoja urocza twarzyczka nie będzie już tak urocza. Więc radzę ci zachowywać się grzecznie. Kiedy już dotrzemy do Sabii, zostaniesz objęta zaklęciem i nie wrócisz tutaj. Nigdy.

***

- Lady Camille, musi pani po prostu mocno trzymać medalion, nie pozwolić mu wydostać się z dłoni. Kiedy Shane ruszy na poszukiwania, będzie pani jedyną osobą, która będzie mogła się z nim skontaktować i kontrolować go, narzucając mu swoją wolę. Zobaczy pani to, co on będzie widział, proszę nam to relacjonować na bieżąco. Kiedy już tutaj wróci, z łatwością uda mi się przywrócić Jägare. Jest pani gotowa?
- Tak.
Nic go nie krępowało. Wolność. Wolność miała przyjemny, tajemniczy zapach. Oczy widziały ludzi, widziały ich emocje, przeszywały na wylot. Ten człowiek się bał, ten był zdenerwowany, ten szczęśliwy, ten spokojny, ten skupiony. W głowie kotłowała jedna myśl: znaleźć. 
Ujrzał otwór w ścianie. Spojrzał w dół i uśmiechnął się do siebie.
Wyskoczył przez okno, lądując na dole bez szwanku. Natychmiast popędził w kierunku lasu, nie zważając na ludzi, którym ledwo udało się zejść mu z drogi.
Kolejny przyjemny zapach, malinowy. Ale był też inny. Strach. Strach zawsze najsilniej przyciągał.
- Synku, słyszysz mnie? - spytała dziwnie opanowanym głosem. - Pamiętasz, co masz robić?
Głos był niepotrzebny, wiedział. Znaleźć. Drzewa niszczyły zapach, ale czuł go. Daleko stąd. Malinowy. 
- Las skrywa Wroga. Strach.
Gdy kobieta powtórzyła Summerowi słowa Shane'a, ten uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Dziewczyna żyje. Ktoś ją prawdopodobnie porwał. Teraz niech pani posłucha. - spojrzał na kobietę, mówiąc głośno i wyraźnie. - Gdy Bestia znajdzie sprawcę, nie będzie miała dla niego litości. Proszę wtedy nie patrzeć, ale pod żadnym pozorem nie puszczać medalionu, dobrze?
Biegł, przeskakiwał, wspinał się i zsuwał. Pędził przed siebie, instynktownie omijając wszelkie przeszkody. Podążał w tym samym kierunku, cały czas na południe. Malinowy. 
- Zatrzymał się. - oznajmiła kobieta.
Wilk. Bezbronny wilczek. Zraniony, nie ucieknie. Pożywienie.
Ona. 
Kontynuował bieg, pościg za Wrogiem. Została jeszcze mila.  Jeszcze pół. Zaraz...
Ujrzał Go. Zły. Wróg. Miał kieł w ręce.
Kobieta zamknęła oczy przerażona widokiem, który pojawił się przed nimi. Nie była przygotowana na obraz wyrwanej ręki i silnie krwawiącego ramienia.
Cudowne. Czerwone. Płynne. 
Krzyk. 
Rwał, gryzł, szarpał ciało. Wróg walczył słabiej. Jego głowa bezwładnie zwisała z szyi. Upadek.
Śmierć.
Malinowy. Ona. Strach. Nie miała się bać. Znaleźć. Znalazł. Musi z nim wrócić. 
Rozszarpał więzy, wziął Ją na ręce. Nie chciała, nie chciała z nim wracać. Musiała. Chwycił ją mocno i pobiegł z powrotem. Wilk nie był ważny, wilk umrze. Ona przeżyje.
Wieża. Zamek. Już blisko.
Nie! Nie uciekaj!
Ona się wyszarpnęła. Przyjaciel. Ucieka. Biegł za nią, był szybszy. Ona się bała. Przerażona. Nie miała się bać. Znaleźć. Znalazł. Musi z nim wrócić. 
Plan. 
Gonił ją tak, by biegła do zamku. Muszą się domyślić. Muszą. Tak!
Wybiegł stamtąd. Biegła do niego. Tak! Biegła do niego! Wtuliła się w niego. Bezpieczna.
Wtuliła się w niego.
Nie potrzebował niczyjej pomocy by wrócić. Wtuliła. W Niego.
- Katherine. - szepnął, czując nagłą suchość w ustach. - Nic ci nie jest?
Kobieta wciąż obejmowana przez Jake'a odwróciła przerażoną twarz w jego stronę. Nadal widziała w nim Bestię, choć już nią nie był. To było... smutne.
- Kathy... - chciał podejść, chwycić ją za rękę, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, że nic jej nie grozi, jest bezpieczna, bo... bo ją ochroni.
- Nie dotykaj mnie. - odsunęła się gwałtownie.
- Przepraszam. - gorąco zalewało całe jego ciało, ręka zadrżała, oddech przyspieszył. Coś było bardzo nie w porządku. - Ja...
- Zostaw mnie w spokoju! - wrzasnęła.
Uścisk w brzuchu pozbawił go tchu. Czuł zawroty głowy, ciało wciąż przechodziły dreszcze, przestawał racjonalnie myśleć .
Usłyszał świst.
Trzeźwość umysłu momentalnie wróciła, wzrok wychwycił dwa bełty przelatujące obok niego.
Krzyk Jake'a, trzymającego się za ramię, z którego sterczała strzała, nie był ważny.
Shane momentalnie znalazł się przy leżącej blondynce. Uklęknął obok, położył jej głowę na swoich kolanach i spojrzał na jej brzuch. Zerwał z siebie płaszcz i spróbował zatamować krwotok. Przyciskał materiał do rany, starając się nie poruszyć sterczącego stamtąd drzewca. Myślał gorączkowo. Był przerażony.
Poczuł słaby uścisk na przedramieniu, popatrzyła na niego spanikowana.
- Nie chcę umierać. - szepnęła.
- N-nie umrzesz. - odparł. - Nie pozwolę na to. Tylko patrz na mnie, cały czas. Patrz na mnie, Kathy.
- Zabierz ją do mnie, natychmiast! - krzyknął z daleka Garrick – Tutejsi uzdrowiciele ją tylko szybciej uśmiercą, pośpiesz się.
Marlończyk ostrożnie wsunął swoje dłonie pod jej ciało i podniósł ją, po czym ruszył za Summerem.
Jej lewa ręka zwisała bezwładnie, oczy się zamykały i otwierały tylko po to, by znowu się zamknąć.
- Patrz na mnie!
Mruknęła coś, ale jej powieki w dalszym ciągu opadały.
Bez trudu dotarł po krętych schodach wieży przeznaczonej dla Wyspiarzy do komnat Garricka. Ułożył ostrożnie kobietę na łóżku, złapał ją za rękę.
Summer pozasłaniał wszystkie okna i w pokoju zaległa ciemność. Jednym szybkim ruchem zrzucił wszystko ze stolika, wyciągnął z kufra fiolki z kolorowymi płynami i poustawiał je tam.
- Wyjdź, muszę się skupić.
- Nie. - ścisnął jej rękę, szepcząc słowa, które miały uspokoić bardziej jego niż ją.
Summer chwycił go za ramię i szarpnął w tył. - Nie chcę jej zostawiać.
- WYJDŹ!
Próbował odciągnąć księcia od kobiety, lecz on wciąż mu się wyrywał.
- Kathy... - wysapał. - Słyszysz mnie? - oczy miała zamknięte, lecz zmusiła się do lekkiego kiwnięcia głową, twarz wykrzywił spazm bólu. - Kathy, przepraszam. Kocham cię.

3 komentarze:

  1. TYLE CUKRU (końcówka). i tyle pieprzu (drastyczne sceny). dzikie połączenie. :P
    czyli mówisz, że to JEST w Twoim stylu? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taka optymalna "mieszanka"?

      Usuń
    2. tak :D ostatnimi czasy "polubiłam" motywy <3 (a jeśli takiej nieszczęśliwej <3 to już w ogóle jest fajnie). Ale nie mogłam się powstrzymać przed KRWAWYM elementem.

      Zostanę psychopatą.

      Usuń