- Już jest dobrze. Pomogę ci wstać, tylko musisz uważać. Ostrożnie.
Mężczyzna wsunął dłoń pod jej plecy i powoli podniósł kobietę. Spojrzała na niego z wdzięcznością, zaraz jednak jej uśmiech osłabł. Wspomnienia powróciły. I te dwa słowa, tłukące się po głowie jak dzwon.
- Gdzie jest Shane? - spytała słabym głosem. Jake natychmiast ją puścił i odsunął się.
- Nie wiem. - westchnął. - Zniknął. Zabrał tego swojego zwierza i rozpłynął się w powietrzu. Nie mam pojęcia gdzie jest, nikomu nic nie powiedział.
- Znajdę go. Musi być w lesie. Będę...
- Aż tak ci na nim zależy? - wyglądał na kompletnie zdumionego i odrobinę... zawiedzionego?
- Garrick ci nie mówił?... - spytała cicho. Odetchnęła z ulgą widząc, jak przecząco kręci głową. Nie chciała by ktokolwiek się o tym dowiedział, powinni najpierw sami to sobie wyjaśnić.
Musiała go znaleźć.
***
Kiedy przechodziła koło miejsca, w którym strzelano do niej i Jake'a, poczuła ból w ranie. Zacisnęła zęby i poszła dalej, docierając do krawędzi lasu. Przystanęła, wdychając zapach drzew. Zrobiła pierwszy krok w głąb. I kolejny, następny. Ból nasilał się w miarę wchodzenia dalej, ale nie ten fizyczny. Umysł kobiety atakowały wizje potężnego Jaskiniowca, jednak znacznie bardziej przerażający był obraz Shane'a, rozrywającego porywacza, zatapiającego ręce w jego krwi.
Przypominając sobie wydarzenia z tamtego dnia zawahała się. Nie chciała z Nim rozmawiać. Przerażał ją. Nie mogła...
Ruszyła dalej.
Nie miała pewności gdzie idzie, po prostu szła przed siebie, z początku dróżką, potem przez trawy, wreszcie musiała przedzierać się przez gęste zarośla. Kilka metrów przed sobą zobaczyła dym. Przyśpieszyła kroku i znalazła się na niewielkiej polance. Na środku paliło się ognisko. Zbliżyła się do płomieni i wyciągnęła ku nim ręce; chłodne wieczorne powietrze sprawiało, że po plecach przechodziły jej ciarki. Rozejrzała się w poszukiwaniu mężczyzny. Zobaczyła go dopiero, kiedy stanął przed nią. Bezszelestnie zsunął się z drzewa.
- Jest późno, nie powinnaś się tak daleko zapuszczać.
Jego głos był tak samo zimny jak wcześniej. Przełknęła głośno ślinę.
- Czy to co mówiłeś, było prawdą?
Spuścił wzrok, przymknął oczy.
- Tak. - mruknął. - Pierwszy raz czuję, że...
- Zamknij się na chwilę. - ucięła. - Nie rozumiem, jak to możliwe. Podobno straciłeś uczucia. Niby w jaki sposób je odzyskałeś?
- Nie wiem.
- Doprawdy? - atakowała dalej, sama nie wiedziała skąd się u niej wzięła taka wściekłość, ale musiała się na kimś wyżyć. Targały nią mieszane uczucia. - Najpierw zachowujesz się jak potwór, a potem coś takiego? To miał być żart, czy co?
- Przepraszam, nie o to mi chodziło. Ja naprawdę...
- Wyjaśnij mi proszę, skąd ty w ogóle możesz wiedzieć, że czujesz to co myślisz, że czujesz? Zapewne nigdy nie miałeś do czynienia z takimi emocjami, zmyśliłeś to, żeby...
- Przepraszam! - krzyknął. Stanął tuż przed nią i spojrzał jej głęboko w oczy. - Już kiedyś byłem w takim stanie, dokładnie dzień przed tym, kiedy Runarrzy mnie zabrali. Doskonale się orientuję, czym jest miłość. Nie chcesz mnie, rozumiem to, możesz wracać nim się całkowicie ściemni. - w połowie zdania załamał mu się głos.
- Shane – szepnęła, chwytając go za ręce. - Wybacz, nie o to mi chodziło. Jeszcze nie czuję się najlepiej po tym, co się działo. Musisz mnie zrozumieć, przestraszyłam się. Lubię cię, ale nie jestem pewna jak bardzo. Potrzebuję czasu.
Splotła jego palce ze swoimi i uśmiechnęła się delikatnie.
- Ale mimo wszystko nie zaszkodzi zacząć się upewniać już teraz. - powiedział cicho.
Zbliżył się do niej jeszcze bardziej, musnął jej wargi, jakby pytająco, nieśmiało.
- Zaczynasz mnie przekonywać. - wyszeptała, nim ich usta zetknęły się w delikatnym pocałunku.
Przerwał im czarny tygrys, który z pomrukiwaniem położył się przy ogniu. Oderwali się od siebie.
Przysiadła i oparła się plecami o zwierzę, Shane uczynił to samo, obejmując Katherine.
Bardzo szybko zasnęła na jego ramieniu. On czuwał, tak jak każdej nocy ani na chwilę nie zamknął oczu.
***
Drgnęła, gdy po lewej usłyszała warknięcie, następnie odgłos uderzenia i w końcu głuchą ciszę. Powoli skierowała się w tamtą stronę, przedarła się przez krzaki i znalazła się na innej, trochę większej polanie.
Czarny kot warczał, szkarłatne ślepia mierzyły stojącego przed nim Shane'a.
Brunet utrzymywał kontakt wzrokowy ze zwierzęciem, okrążając je. Ręce mu drżały, głowę miał lekko przekrzywioną. Poruszał się bezszelestnie. W jednym momencie zarówno tygrys jak i książę skoczyli na siebie, uderzając w siebie w powietrzu. Kot powalił mężczyznę, gruchnęli o ziemię, Shane błyskawicznie wyślizgnął się spod ciężaru i położył się na plecach drapieżnika, zaciskając lewą pięść na futrze. Prawą sięgnął za pas, wydobył sztylet i przyłożył go do karku przeciwnika.
Tygrys warknął, książę zsunął się z niego i schował nóż.
- Wybacz. - powiedział, gdy zobaczył kobietę. - To tylko takie... nie powinnaś tego widzieć.
- Nic nie szkodzi. - odrzekła, choć wcale tak nie myślała.
- Wracamy do zamku? - zagadnął.
- Tak. - odetchnęła z ulgą.
- Tylko zgaszę...
- Po co ci było ognisko? Przecież temperatura nie ma dla ciebie większego znaczenia.
- Dla ciebie. - odparł cicho. - Wiedziałem, że przyjdziesz, chciałem, żeby ci było ciepło.
- Dziękuję.
Uśmiechnął się. Złapał ją za rękę, powiedział coś niezrozumiałego dla niej do tygrysa i pomógł wsiąść kobiecie na grzbiet kota. Katherine chwyciła mocno futro i przesunęła się do przodu, chcąc zrobić miejsce dla Shane'a.
- Pojedziesz sama. - oznajmił, przydeptując ledwo tlący się płomień. - Ścigamy się? - spojrzał przy tym wyzywająco na zwierzę.
Nie czekając na odpowiedź, rzucił się naprzód z zadziwiającą jak na człowieka prędkością. Ruszyli za nim, o dziwo ruchy kota nie były gwałtowne; każde odbicie, skręt czy skok był łagodny, jakby płynęli.
Natychmiast się rozpromieniła. Udało im się wydostać na wolne pole, zrównali się z Shane'm; zobaczyła na jego twarzy szczery uśmiech. Kiedy był w swoim żywiole, emanowało od niego szczęście. Kąciki jej ust mimowolnie się uniosły.
FIVE YEARS LATER
Wszystkie ludy, zarówno większe jak i mniejsze opowiedziały się po którejś ze stron. Marlon i Runarria nadal prowadziły zażarty bój. Po kilkunastu bitwach przewagę zyskiwał Forred, jakiś czas później szala zwycięstwa przechylała się na stronę Lequenilla.
Tymczasem...
Blondynka dopiero się obudziła; przeszła do głównej komnaty i tam zauważyła jedynie rudą, starszą kobietę o niemal szarej skórze.
- Gdzie jest Aaron? - spytała.
- Nie wiem, pani. - powiedziała chuda służąca, krzątająca się przy regale z książkami. - Ten urwis zawsze lata po całym zamku, ciężko będzie go znaleźć.
- Coś się stało? - silne ramiona oplotły Katherine od tyłu, mężczyzna musnął ustami jej policzek. Wyszarpnęła mu się i odwróciła do niego przodem.
- Raczysz mnie poinformować, gdzie jest nasz syn? - spojrzała mu wściekle w oczy.
- Nie denerwuj się. - pocałował ją w czoło i przejechał dłonią po jej brzuchu. - Musisz odpoczywać, jeszcze pół roku. Znajdę go, nie martw się.
- Nie martw się?! Jak mam się... - wymachiwała rękoma, nie mogła zrozumieć jak Shane może zachowywać się tak spokojnie.
- Cii. - unieruchomił ją, przytulając mocno i przeczesał jej jasne włosy. - Odetchnij, znajdę go. Martho? - zwrócił się do służącej, która natychmiast się wyprostowała, oczekując na polecenie. - Zostań z Kathy, nie pozwól jej wstawać z łóżka, zabraniam ci zostawiać ją samą, do mojego powrotu siedź tu razem z nią.
Kobieta skinęła, odłożyła trzymaną szmatkę i zaprowadziła lady Katherine z powrotem do sypialni. Poprawiła jej poduszki i przykryła ją kołdrą.
W tym czasie mężczyzna udał się w to samo miejsce, w którym sam przebywał, gdy był mały. Tak jak się spodziewał, odnalazł Go na jednym z drzew. Roześmiany trzylatek wspinał się coraz wyżej, co chwila zerkał w dół upewniając się, że tygrys drapiący o pień nie idzie za nim.
- Själ – szepnął Shane; kot natychmiast się do niego odwrócił.
Wystarczy, odejdź.
- Tatooo. - mruknął brązowowłosy chłopiec o orzechowych oczach. - Bawiliśmy się.
- Mama cię szukała.
- Nie zejdę. - oznajmił i zaczął wdrapywać się jeszcze wyżej.
- W takim razie będę musiał cię ściągnąć. - mężczyzna odrzekł ze złowieszczym uśmiechem i ruszył za synem. Błyskawicznie znalazł się koło dziecka. - I co teraz?
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Jest fajnie. Gdzie się podziali zwolennicy teorii spiskowych? Zapowiada się...
cisza przed burzą...
A co to taki przeskok czasowy??
OdpowiedzUsuńNOW KISS!
Zrobię małego spoilera: trza było trochę czasu żeby mu zaufali :D Obiecuję że AŻ TAKICH dużych już nie będzie, po prostu nie uważam za wybitnie konieczne opisywanie ich <3 aż tak jeszcze nie oszalałam :D
Usuńjak zobaczyłam, jaką piosenkę polecasz słuchać przy czytaniu, byłam już gotowa na wszystko :P
OdpowiedzUsuńswoją drogą, to lubię ją :P ju ar di onli eksepszyn ..... :P