Nowy... Wiem, krótki. Ale jakoś tak szczerze to wena mi ucieka. I chyba nawet wiem dlaczego. Mój prywatny Cas sobie zrobił urlop, wiem że nikt nie ogarnia o co mi chodzi.
Song: "This Night" ~ Black Lab
Oczy zapłonęły żywym ogniem. Bestia otarła brudną od krwi twarz i wbiegła z nieosiągalną dla człowieka prędkością w las. Nikt jej nie zauważył. Pierwsza osoba, która zobaczyła co się stało przybyła dopiero pół godziny później.
***
Obudzono go bardzo wcześnie.
Nie było jeszcze do końca jasno, kiedy lord Rivemel przybiegł do jego komnat i oznajmił, że książę musi natychmiast coś zobaczyć. Szata szlachcica wyglądała, jakby właściciel zakładał ją w pośpiechu, co nigdy mu się nie zdarzało. Gruba twarz mężczyzny zaczerwieniła się od jakże długiego dystansu połowy korytarza, który przebył w mozolnym truchcie. Widząc przerażenie w jego oczach, Jake postanowił jak najszybciej sprawdzić, co przyprawiło lorda o tak wielki przestrach. Ubrał się więc i czym prędzej ruszył za szlachcicem. Sam nie miał czasu, by założyć jakieś szczególne szaty, zdążył przynajmniej w pewnym stopniu doprowadzić się do stanu, jaki powinien być zaakceptowany przez poddanych.
Mimo dość dziwnej pory, przed zamkiem zebrał się już spory tłum. Ci z tyłu wyciągali szyje ku górze, starając się dojrzeć to, o czym wszyscy mówili. Szepty, pomruki i jęki zaniepokojenia kumulowały się, tworząc jeden wielki szmer.
Ciekawość zżerała Lequenilla od środka – większość Marlończyków pod żadnym pozorem nie dałaby się wyciągnąć z łóżka przed odpowiednią porą. Jedna z cech charakterystycznych dla tego ludu – lenistwo. Mimo to zawsze można było na nich polegać i zawsze wypełniali swoje zadania na czas.
Jako król musiał zachować przyzwoitość, więc w miarę spokojnie poszedł za strażnikami. Z trudem przebijali się przez tłum, który bardzo niechętnie się rozsuwał i ustępował im z drogi. W końcu dotarli na skraj lasu, gdzie powstał krąg utworzony przez osoby o wątpliwym zaszczycie patrzenia na to co tam było z bliska.
Gwardia księcia, widząc co ich tu sprowadziło, zaczęła rozganiać ludzi. Jake z niemałym szokiem popatrzył na sytuację, która zapewne stanie się tematem numer jeden wieśniaczek i miejskich staruch na długi czas.
Książę w kilku krótkich rozkazach oznajmił, by zrobili porządek z pobojowiskiem, jakie tu zastał i szybko ruszył w drogę powrotną do zamku.
Po głowie krążyła mu tylko jedna myśl, znaleźć i ukarać należycie sprawcę. Jednak pojawił się pewien problem. Wiedział, kto nim był. I wcale mu się to nie podobało.
***
„Kathy,
nie zrozumiesz mnie, i wcale tego od ciebie nie wymagam, po prostu to przeczytaj. Wybacz mi, proszę. To wszystko jest skomplikowane, na pewno ci tego nie wyjaśnię. Wiem, że miałaś dużo wątpliwości... co do nas. Moje sekrety cię denerwowały, choć starałaś się tego nie okazywać. Nie powinienem cię zostawiać, ale musiało kiedyś do tego dojść. Źle się z tym czuję, naprawdę, paskudnie. To wszystko mnie strasznie przytłacza, ale żeby z tym walczyć... muszę odejść.
Zostałem zmieniony, to nieodwracalne i mam nadzieję, że nie myślałaś, że możesz coś z tym zrobić. Jeśli tak... jesteś naiwna. Jestem bestią i tak już będzie na zawsze. Właściwie, to zupełnie mnie nie obchodzi co ty na to. Pilnuj dzieciaka i nie bądź idiotką, bo zapewne nie wrócę. Po co ja to w ogóle piszę? Mało mnie obchodzi co zrobisz, ale znając ciebie i twoje wieczne uganianie się za tym tchórzem, którego nigdy w życiu nie zamierzam nazwać rodziną, polecisz do niego w mgnieniu oka i zwalisz całą winę na mnie.
Cholera, wybacz. Nie chciałem, żebyś pomyślała, że TO przejmuje kontrolę, nie miało tak wyjść. Gdybyś jednak tak pomyślała...
…miałabyś rację! Od dawna nie jestem jakimś durnym Marlończykiem; jesteś tak tępa, że nie zauważyłaś, iż starałem się ciebie dość często unikać. Tylko i wyłącznie po to, by wrócić do NORMALNEJ postaci. Uroczy wesołek Shane Lequenill NIE ISTNIEJE. Od trzydziestu lat. Te przebłyski, to przypadkowe błędy, które zdarzają się każdemu. To zabawne, nawet sobie nie wyobrażasz ile wysiłku Go kosztowało, żeby cię nie zagryźć. Wydaje mi się, że smakowałabyś wyśmienicie. Z chęcią bym spróbował, ale tak się złożyło, że wpadł na iście genialny pomysł. Gdyby On tego nie chciał, nie byłoby to takie proste. Jesteś tak głupia, że pewnie nawet nie wiesz o czym mówię. Powrót do domu. O tak, marzę, żeby się tam znaleźć. Ciemność tamtych stron jest cudowna.
W każdym razie, żegnaj i nie łudź się, że kiedykolwiek zobaczysz jeszcze Shane'a."
***
Marlończycy są dziwni. Kompletnie nie mają wyczucia. Nie chcieli się rozejść, tylko patrzeć na niezbyt ciekawy widok.
Marc Summer leżał na ziemi głową w dół. Jedna z jego rąk została praktycznie wyrwana z barku, cała szata była zakrwawiona, noga została rozorana od uda po połowę łydki, można było zobaczyć biel kości. Czerwona ciecz była wszędzie. Kiedy Gale znalazł brata, zdążyła już zaschnąć.
Mogli przewrócić Marca na plecy dopiero, gdy wszyscy się rozeszli. Twarz pokrywały liczne zadrapania, szyja wyglądała na pogryzioną, a brzuch... żebra zostały połamane, jakby były cienkimi patyczkami, jedno z płuc częściowo znajdowało się poza ciałem. Wyspiarz naoglądał się już podobnych widoków, zatem nie zrobiło to na nim większego wrażenia.
Kruczowłosy Summer wiedział doskonale, co spotkało jego brata. Bestia nie powinna zostać zatrzymana przez głupiego, zarozumiałego i nieinteligentnie odważnego blond gamonia, który nigdy nie powinien zostać Strażnikiem.
***
Są rzeczy, które zrobiłem, których żałuję i których nie możesz mi zapomnieć. Złamałem zasady, popełniłem masę błędów, ale wiedz, że ja... Wybacz mi.
- Przepraszam, Kathy. - szepnął w ostatnim przypływie świadomości, nim Bestia zawładnęła nim na dobre.
Uśmiech wykrzywił dzikie oblicze.
Płonące oczy ujrzały dawno oczekiwany widok. Cudowne czarne wieże obok czarnych budynków mieszczan na czarnej ziemi.
hm, myślę, że powinnaś się zabrać tak "na poważnie" za jeden blog i porządnie go dokończyć, bo zaczęłaś kilka i tak tu dodasz, tam coś dodasz, a i tak nie skończysz żadnego i wgl :P ten mi się całkiem podoba, bo jest Twoim pomysłem, ale w sumie mam ogromna ochotę przeczytać o losach Huncwotów, mimo że będzie to fanfiction (a nie całkowicie Twój pomysł) :P o nie, właśnie ogarnęłam, że usunęłaś mentaljaila, a ja nie zdążyłam go obczaić porządniej ... no cóż, "spieszmy się czytać blogi, tak szybko są usuwane ..." :P
OdpowiedzUsuńhmmm, ogólnie, to w końcu Ty jesteś autorem i najlepiej wiesz czy dasz radę to napisać, czy nie :P ej, ale weź nie usuwaj XD zawsze to jakieś takie "dla potomnych" będzie ... XD
chciałabym coś zauważyć, a mianowicie: są coraz krótsze, to też o czymś świadczy :O
dobra, a na koniec naprawdę porządnie pocisnę :P "W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze." - możesz to sobie dopasować do swojej sytuacji, zmieniając na bardziej związane z chceniem coś pisać :P
o kurde, mój NAJLEPSZY-KOMENTARZ-FOREVER :D
UsuńNo to tak:
Usuń1. "są coraz krótsze" - serio? myślałam że tylko ten. według Worda wszystkie mają tak 3 strony, ten ma dwie i troszkę.
2. usunęłam tamto albowiem MJ zaczął "żyć własnym życiem" i jakby to ująć, przestałam kontrolować rozwój akcji, nie potoczyła się tak jak chciałam, więc nie porzucam pomysłu ale odkładam go na znaczne "później".
3. apropo pisania kilku na raz - tego właśnie NIE ROBIĘ, piszę tylko to, a na XY390 mam pomysła ale chyba ci nawet mówiłam że zrealizuję go dopiero po skończeniu tego tu. (a MJ był pisany jak nie mogłam nic tutaj wymyślić, taki "rozgrzewacz"
4. ja tak czy tak skończę tą historię ale rozważam czy ma ona nadal być TU, bo tak w sumie to mam wrażenie że wam się nie chce tego czytać a ja nie mam zamiaru was jakoś do tego przymuszać. więc nie wiem czy mam kończyć dla samej siebie czy mimo wszystko robić to tu...
5. nie jestem pewna twojej odpowiedzi na główne pytanie... XD
PS: Cas wrócił z wakacji, chociaż i tak kompletnie nie ogarniesz o co mi chodzi :D Powiem tylko tyle, że to dobrze :D
ogólnie lepiej, żeby skończyć w momencie, kiedy jest to dobre, niż kontynuować, wiedząc, że nie będzie Ci się chciało, i będzie coraz słabsze XD ale nie usuwaj tego mi no :P
OdpowiedzUsuńmotyla noga, ale JA TO MAM WENĘ, wieczorem, na takie wypociny :P
OdpowiedzUsuńzrekompensuję Ci tym wszelkie nieskomentowania :P
OdpowiedzUsuń